poniedziałek, 9 września 2013

Bałkański trip :) 27.04-5.05.2013 – Herceg Novi i Dubrownik

Herceg Novi 2-4.05.2013

Drugim miastem Czarnogóry w którym zdecydowaliśmy się zostać na noc było Herceg Novi. Miejscowość urokliwa, ale jednak dużo mniej niż Kotor. Za to tamtejsze plaże zdecydowanie bardziej przypadły nam do gustu. Co parę kroków można znaleźć zejście nad samo morze. Wydaje się też, że nadbrzeżne życie jest tutaj bardziej intensywne – w knajpkach nad samą przystanią siedzą turyści, to tu można spotkać tańsze bary. Dlatego „tak” daję tutaj wypoczynkowi nad morzem, a małe „nie” samej zabudowie. Kotor pod tym względem wygrywa w 100%.




W Czarnogórze czasami mogą zawodzić miasta, czasami plaże, ale chyba nigdy ludzie. Zawsze pomocni, zawsze mili – urzekający. Ale czemu tak to podkreślam… Mieliśmy małą, niespodziewaną przygodę z autem. Mianowicie: zepsuł nam się tłumik. Możecie się domyślić jaki hałas robiliśmy jadąc przez ciche nadmorskie miasta :D Musieliśmy coś z tym zrobić, ale nie za bardzo wiedzieliśmy do kogo możemy się udać. Postanowiliśmy zapytać naszych nowych gospodarzy, czy nie znają mechanika, który mógłby nam pomóc. Uświadomili nas, że w Czarnogórze nie tylko 1 maja (tak jak w Polsce) ale także 2 to święto, dlatego nie każdy mechanik będzie chętny otworzyć swój warsztat. Zaproponowali jednak, że zadzwonią do znajomego specjalisty i postarają się go przekonać. Jak powiedzieli tak zrobili, a nawet pojechali z nami, żebyśmy nie mieli problemu z trafieniem. Mechanik bez problemu zajął się tłumikiem, a i policzył za naprawę bardzo znośnie (a obawialiśmy, że może będzie chciał zrobić biznes na turystach). No i jak tu nie lubić Czarnogórców? Świetni ludzie!

Herceg Novi leży tak blisko Dubrownika, że grzechem byłoby do niego nie podjechać. Część kolejnego dnia postanowiliśmy spędzić właśnie tam :) Na szczęście miasto spełniło nasze oczekiwania. Mimo rzeszy turystów (co tu musi się dziać w wakacje, skoro w maju uliczki były już tak zatłoczone!) w miarę sprawnie poruszaliśmy się po mieście. Zwiedzanie zaczęliśmy od Wielkiej Studni Onufria. Podobno każdy kto napije się z niej wody, powróci do Dubrownika :) Kiedyś może przekonamy się, czy legenda mówi prawdę ;) Później dość swobodnie ruszaliśmy tam, gdzie poniosły nas oczy. Myślę, że zobaczyliśmy wszystkie najważniejsze zabytki starego miasta. Ja w każdym razie byłam w pełni usatysfakcjonowana :)





Pogoda udała nam się do tego stopnia, że postanowiliśmy opuścić zabytkowe mury i udać się na plażę. Ta przebiła wszystkie dotychczasowe :) Pełne morze, czysta woda, ciepłe kamienie – czego jeszcze potrzeba do szczęścia? Mogłabym tam wrócić choćby teraz :) Aż się rozmarzyłam…



Po powrocie do Herceg Novi, postanowiliśmy urządzić grilla. Zawsze mamy sprzęt ze sobą, na wypadek gdyby jedzenie w odwiedzanych przez nas miastach było zbyt drogie lub jeśli okolica po prostu sprzyjałaby grillowaniu :) Plaże w miasteczku nadawały się do niego w 100%, więc postanowiliśmy kupić co nieco na ruszt ;) W bałkańskich krajach bardzo popularne są cevapcici i pijeskavica – mięsko mielone w postaci kiełbasek lub kotletów. Surowe potrawy tego typu można nabyć w atrakcyjnej cenie praktycznie w każdych delikatesach. Zaopatrzyliśmy się więc w przyzwoitą porcję cevapici i piwa, i popołudnie spędziliśmy zajadając się przysmakami na plaży ;)

Później jedzeniowego dobra było jeszcze więcej. Przez przypadek natknęliśmy się na ogłoszenie, zapraszające na festiwali muli. Długo nie trzeba było nas namawiać, szukaliśmy, szukaliśmy, ale znaleźliśmy :) Ta mała knajpka oferująca owoce morza mieści się niedaleko głównego placu miasta, jednak lekko poza zabytkowymi murami (próbowałam znaleźć ją w Internecie, ale niestety nie dałam rady :(). Widać było, że stołowali się tam głównie miejscowi. Sprzyjała ku temu lokalizacja, ale chyba przede wszystkim ceny :) Za misę muli – 3 euro, za porcję kalmarów czy za rybkę z dodatkami 6 euro. Smacznie, świeżo, lokalnie :)

Dodam nieskromnie, że jak obchodzić urodziny to tylko w Czarnogórze, tylko na plaży i tylko z szampanem - pomysł by Najlepszy chłopak pod słońcem:)

Wracając do Polski wstąpiliśmy jeszcze na krótko do Nowego Sadu (krótki opis w 1 notce – klik) i tak zakończyliśmy nasz samochodowy bałkański trip. Taką wycieczkę polecam każdemu, z całego serca :) Warto poznać tamtejszy klimat, atmosferę miast, ludzi i ich otwartość. Marzę, żeby jeszcze kiedyś tam wrócić. Chciałabym zwiedzić dokładniej zwłaszcza Bośnię i Czarnogórę. Mam nadzieję, że uda się to przy okazji wyjazdu do Albanii - marzenia, marzenia…

Bonusik:)

Takie cuda mijaliśmy czasami na drodze:





A taka tapeta na monitorze przypomina mi o tej świetnej majówce :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz