poniedziałek, 14 października 2013

Włochy - 3-8.10.2013 - San Marino

San Marino - 5.10.2013

San Marino to stolica najstarszej republiki świata - San Marino:), jedynego poza Watykanem państwa w Europie otoczonego w całości przez inny kraj. San Marino ma 61km2 powierzchni, nie może więc poszaleć z rolnictwem czy przemysłem. Utrzymuje się głównie z turystyki i podobno filatelistyki :P Co ciekawe (i super fajne!), jest pierwszym państwem, które na całej swojej powierzchni udostępniło obywatelom bezpłatne WiFi :) To się nazywa pomysł na dogodzenie ludziom :) 



San Marino leży tak niedaleko Rimini, że grzechem z naszej strony byłoby się do niego nie wybrać :) Piątkowe przedpołudnie wydawało się pozornie dość ładne. Pomyśleliśmy, że na lepszą pogodę możemy już nie trafić i wsiedliśmy w autobus. Z połączeniem nie mieliśmy najmniejszego problemu. Bilet autobusowy w jedną stronę kosztował 4.5 euro, a podróż trwała lekko ponad 1 godzinę :) Niestety, przewoźnik nie przewiduje żadnych zniżek przy jednorazowym zakupie biletu tam i z powrotem :(

Wspominałam o pogodzie, która była dość ładna, ale... w Rimini. San Marino okazało się być otoczone przez wielką chmurę, mgłę, po prostu przez białą katastrofę :P Nie chciałam się zniechęcać, pocieszałam się myślą, że zdjęcia dzięki tej scenerii wyjdą tajemnicze i bajkowe, ale cóż...Widoczność ograniczała się do minimum już w samym mieście, nie wspominając o tym, że mogliśmy zapomnieć o oglądaniu pięknych widoków roztaczających się z góry... Te mogę sobie obejrzeć teraz, na zdjęciach dostępnych w Internecie :P Grr, grr, grrrrrr :P

Oczywiście mimo wszystko zaczęliśmy naszą przechadzkę po mieście :) Wchodząc przez bramę świętego Franciszka dotarliśmy do miejskiego muzeum. Wejście do środka było bezpłatne i oznaczało chwilkę ogrzania, więc skorzystaliśmy :) Eksponaty w środku nie zachwycają i chyba mogą zainteresować tylko najwierniejszych fanów archeologii, ale zajrzeć nie zaszkodzi ;) 

Po szybkim zwiedzaniu wystawy oddaliśmy się urokom miasta. Cały czas wyobrażałam sobie jak pięknie musi wyglądać w ciepły, słoneczny dzień. Zamiast tego każdy zakątek witał nas ponurzastą mgłą... 




Na wierzchołkach góry Titano na której położone jest miasto, znajdują się 3 obronne wieże. Gdyby pogoda dopisała, na pewno zdecydowalibyśmy się wspinać po ich schodkach i podziwiać widoki. Przy takiej nie za bardzo nam się chciało :P O ile pierwsza z wież jest dość blisko centrum miasteczka i mieliśmy żadnego problemu z dotarciem do niej, do pozostałych trzeba dotrzeć przez swoistego rodzaju lasek. Mówiąc szczerze, chciałam sobie podarować taki spacer, ale mój chłopak stwierdził, ze jak to tak: być w San Marino i nie widzieć fortec... Spacerowaliśmy więc w mokrym lesie, we mgle, od jednej wieży do drugiej, zastanawiając się kiedy dopadnie nas wilk tudzież wściekła wiewiórka ;)


Kiedy szczęśliwie dotarliśmy z powrotem do centrum miasta, mgła lekko opadła, co pozwoliło zrobić kilka zdjęć o mniej mglistym charakterze.

 





Co irytowało mnie w San Marino nawet bardziej niż pogoda? Wszechobecność sklepów z alkoholem, perfumami i tandetnymi bibelotami! Wszędzie witryny, w każdej ten sam szajsik... Podobnie rażą prywatne muza: tortur czy osobliwości... Kto zgadza się na 'takie coś" w tych zabytkowych murach?



Przyznam szczerze, że tłumy turystów i niesprzyjająca pogoda tak nas wymęczyły, że już po 3 godzinach wpakowaliśmy się w powrotny autobus. Prawdopodobnie w słoneczny dzień ilość zwiedzających byłaby już zupełnie nie do ogarnięcia, ale chyba wolałabym to niż pozbawienie mnie możliwości na zobaczenie tego, co w San Marino najpiękniejsze - widoków... :( Może w przyszłości jeszcze mi się uda? ;P

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz