czwartek, 5 czerwca 2014

Z Chorwacji do Bośni - Pocitej i Wodospady Kravica

Cro Trip - 26.04 - 3.05.2014

Widzieliśmy, że to przesądzone. W czasie poprzedniego bałkańskiego tripu złapaliśmy bośniackiego bakcyla i pobyt w Chorwacji po prostu nie mógł być udany bez wypadu do Bośni i Hercegowiny.  To państwo ma w sobie coś, co sprawia, że chce się tam wracać. Ludzie, klimat, przyroda. Wszystko jest magiczne. Nie pamiętam już jak, ale szukając ciekawych miejsc szczęśliwie znalazłam Pocitejl. Wydawało się ciekawie, zdecydowaliśmy. Zorganizowaliśmy wyjazd tak, żeby blisko granicy spędzić 2 noce i móc spokojnie wyjechać na jednodniową wycieczkę do Bośni. 

Pocitejl to małe zabytkowe miasteczko malowniczo ułożone na wzgórzu. Jego głównymi zabytkami są meczet, ruiny i mury zamku. Ponoć jest to jedno z lepiej zachowanych miejsc z okresu dominacji tureckiej, a przynajmniej zrekonstruowanych bo spora część zabytków została uszkodzona przez ostrzały w czasie wojny.


Zwiedzanie miasteczka nie trwa długo bo i nie jest ono zbyt duże. Pierwszy na trasie wypada meczet z wysokim minaretem. Wspinając się obok niego dojdziemy wprost na ruiny zamku, tradycyjnie po bośniacku w ogóle niezabezpieczone. Wejść można wszędzie i zewsząd też można spać ;) 



Radzę na spokojnie pospacerować pomiędzy kamiennymi domkami, nie ma gdzie się spieszyć - wszystko co jest do zobaczenia to właśnie ta mała zabudowa :) Panuje tu świetny mikroklimat, niestłamszony jeszcze wszechobecnymi pamiątkami. Część zakupowa jest skoncentrowana w dole miasta. To tam można napić się bośniackiej kawy czy kupić drobiazg.



A spacerując po mieście można trafić na miejsca z których widok zapiera dech w piersiach. I jak tu się nie utwierdzać w przekonaniu, że Bośnia jest  mega świetna?


Wiadomo, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Kiedy wiedzieliśmy już, że wybierzemy się do Pocitejl, zaczęliśmy szukać innych atrakcji na drodze z Makarskiej. No i wyszukaliśmy Wodospady Kravica. Jeśli ktoś widział mój post z Jezior Plitwickich, na pewno teraz mu się przypomni. Wodospady Kravica to bowiem ich miniaturka. Jedno jezioro i kilka wodospadów nie oszałamiają wielką powierzchnią, ale mają potężny plus poza swoim oczywistym pięknem. Tu można się kąpać, grillować i po prostu walnąć na kocu. Przypominam, że na terenie Jezior Plitwickich takie rzeczy nie mogą nam przyjść do głowy ;)



Wstęp na teren Wodospadów to cena parkingu - 1 bośniacka marka. I mimo że samochód można zaparkować nielegalnie, nie skąpiłabym na Waszym miejscu pieniędzy. Bośnia chce się rozwijać i chyba możemy jej w tym trochę pomóc, prawda? :) 

Nie wiem na ile dobrze to oddałam, ale mam do Bośni wielki sentyment i na pewno nieraz jeszcze do niej zawitam. Bo tu po prostu chce się być. Komuś ten kraj albo się spodoba albo nie. Ja postanowiłam, że wrócę tam jeszcze nieraz, choćby przejazdem, ale wrócę :)

I tak powoli kończę tą tekstową przygodę z naszym Cro Tripem. Został mi jeden wpis, który mam nadzieję fajnie zakończy tą serię :) Powoli ogarniam się życiowo, uczę godzić pracę z pozostałą częścią życia i mam nadzieję, że niedługo na bloga powróci regularność... A tymczasem jutro kolejny wypad, tym razem lokalny: do Warszawy :) Okropnie się cieszę bo praktycznie w ogólnie nie znam naszej stolicy, więc jakby nie było: trochę wstyd ;) Życzcie mi dobrej pogody i mnóstwa pozytywnych wrażeń, pozdrawiam! :)


8 komentarzy:

  1. Ciekawie zobaczyć te miejsce zwłaszcza, że w najbliższym czasie się nie wybieram w ten rejon.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mogłam pomóc ;)

      Usuń
  2. Pięknie i sentymentalnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czuję się zachęcona do odkrycia tego kawałka Europy.

    OdpowiedzUsuń
  4. no i co wybrałeś się do W-wy?
    to moje miasto
    jak byś miał pytania to tutaj
    mroczek.cornu@sunrise.ch

    OdpowiedzUsuń
  5. Wpisałam obie atrakcje na tegoroczną listę! super post!

    OdpowiedzUsuń